Zmiany klimatu a produkcja żywności

Tost z awokado, americano, banan? Brzmi jak pyszne śniadanie. Jego cena z roku na rok jest coraz wyższa. Nie chodzi jednak tylko o pieniądze, choć grają one jedną z głównych ról – postępujące zmiany klimatu, wzrost średniej temperatury powietrza i wody czy zakwaszenie oceanów wpływają na ilość i jakość zbiorów. Może ich być z roku na roku coraz mniej, mogą być coraz droższe, a o dostęp do nich będzie walczyć coraz większa populacja ludzi.

Nie trzeba szukać daleko – hydrolodzy alarmują, że Polskę w 2020 roku czeka prawdopodobnie najgorsza susza od stu lat. Zima na przełomie 2019 i 2020 roku była, poza partiami górskimi, praktycznie bezśnieżna, pada też coraz mniej deszczu. Brak pokrywy śnieżnej połączony ze zdecydowanie odbiegającą od normy wysoką temperaturą powoduje wysychanie gleb. Nie ma również wówczas wody, która mogłaby zasilać rzeki. Zaobserwować to można np. w Warszawie – stacja wodowskazowa Warszawa-Bulwary 17 kwietnia 2020 r. pokazała stan wody wynoszący zaledwie 59 centymetrów.

Sucha gleba w połączeniu z brakiem opadów oraz niskimi stanami wód oznacza trudności w uprawianiu roślin i hodowli zwierząt, a w konsekwencji niższe zbiory i wyższe ceny. Zmiany klimatu mogą wpłynąć na produkcję żywności, którą teraz, dzięki globalizacji, uważamy za coś zwyczajnego, ale wcześniej przez wiele lat nie była ona częścią naszej diety.

Nie będziemy się teraz zajmować przemysłową produkcją mięsa, o której szkodliwych skutkach dla środowiska mówi się dużo. Weźmiemy przykłady mniej oczywiste i mniej znane – takie jak awokado. Awokado jest smaczne, ma w sobie dobre tłuszcze i dużo witaminy A, jest też bardzo uniwersalne kulinarnie. Jednakże jego produkcja niesie za sobą straszne konsekwencje dla środowiska naturalnego oraz społeczności, które się nią zajmują. Z powodu ogromnego popytu na awokado, Meksyk, który jest głównym jego producentem na świecie, stara się go produkować jak najwięcej. Robi to kosztem masowego wylesiania – szacuje się, że rocznie nawet do 40 procent meksykańskich lasów wycina się pod kolejne uprawy. Dodatkowo awokado potrzebuje ogromnych ilości wody – na pół kilograma (mniej więcej trzy owoce) potrzeba około 272 litrów wody! Z tego względu uprawy powodują wysychanie gleb i wzrost zagrożenia pożarowego, a także ograniczenie dostępności wody dla lokalnych społeczności. Ludzie również są zagrożeni – produkcja awokado jest tak opłacalna, że stała się częścią działalności karteli narkotykowych, które pobierają od farmerów haracze i zmuszają ich do pracy na swój koszt.

Innym przykładem są banany. Następnym razem, gdy będziecie kupować kiść bananów, postarajcie się wybrać te z brzydszą skórką, te samotne, ale przede wszystkim te pochodzące z niewielkich plantacji. Banany produkowane przez największe firmy muszą odpowiednio „wyglądać”. Szacuje się, że prawie 30 procent zbiorów jest wyrzucane z powodu estetycznych niedoskonałości. Dodatkowo, niskie ceny bananów w Europie biorą się przede wszystkim z niskich kosztów w miejscu produkcji. Pracownik wielkopowierzchniowej plantacji otrzymuje mniej więcej 8 procent z końcowej ceny banana. Oprócz kosztów społecznych, banany są także bardzo kosztowne dla środowiska. 97 procent wszystkich bananów na świecie to owoce z odmiany „Cavendish”. „Cavendish” jest bezpłodny, co oznacza, że rozmnażać go należy przez dzielenie rośliny. Prawdopodobnie wszystkie banany, które jedliście w życiu, pochodzą od rośliny, która wydała owoce w Anglii w 1936 roku. Mówiąc krócej – są klonami. Banany uprawia się w wielkopowierzchniowych monokulturach, co oznacza, że są one niezwykle wrażliwe na choroby, więc żeby je chronić, stosuje się ogromne ilości pestycydów. Nie są one jednak skuteczne na wszystko – nie chronią bananów przed grzybem z gatunku Fusarium oxysporum f.sp. Cubense, który atakuje rośliny i prowadzi nawet do śmierci całych odmian. Raz już mu się udało – w pierwszej połowie XX wieku zniszczył odmianę Gros Michel.

Podobnie sytuacja ma się z kawą. Ona również uprawiana jest w monokulturach, potrzebuje też ogromnych przestrzeni i dużych ilości wody. Większość kawy uprawianej na świecie rośnie na niewielkich, rodzinnych farmach i jest podstawą utrzymania wielu rodzin w strefie tropikalnej. Kawowce rosną na dużych wysokościach i potrzebują stabilnych temperatur i opadów deszczu. Rosnące temperatury i zmiana struktury opadów związane z globalnymi zmianami klimatu mogą doprowadzić do mniejszych zbiorów, a w konsekwencji do wyższych cen. Przykłady można mnożyć – wyższe temperatury mogą sprawić, że będzie rosło mniej oliwek, a już doprowadziły do spadku produkcji wina lodowego, niemieckiego specjału produkowanego z wymrażanych winogron.

Jedno jest pewne – nasza dieta z czasem ulegnie zmianie. Tak samo jak nasi dziadkowie jedli pomarańcze kilka razy do roku, tak samo my, z powodu zmian klimatu, będziemy musieli ograniczyć lub zrezygnować z specjałów z drugiego końca świata. Musimy też liczyć się z tym, że jedzenia prawdopodobnie będzie mniej, a jego ceny będą wyższe. Dlatego warto zacząć się przygotowywać do tego już teraz. Starajmy się kupować produkty lokalne, dzięki czemu wspomożemy pobliskich wytwórców i zmniejszymy ślad ekologiczny. Dobrze jest także wykorzystywać każdą część żywności – z pestek można wyhodować nowe rośliny, ze skórek zrobić chipsy lub ugotować bulion, warzywa po bulionie można przerobić na pasztet. Indywidualne działania mają znaczenie. Ale przede wszystkim musimy dążyć do zmian w systemie i wywierać presję na władze i producentach żywności. Od władz należy wymagać, żeby opracowywały i kontrolowały rozwiązania zmniejszające nasz wpływ na środowisko oraz chroniły pracowników produkcji żywności. Od producentów, zwłaszcza tych największych, należy żądać, żeby stosowali się do praw i zaleceń obowiązujących w danym miejscu, a także żeby ich zyski nie obarczały społeczeństw ogromnymi kosztami.

A my sami pamiętajmy, aby następnym razem, gdy przyjdzie nam ochota na owoce, wybrać raczej nasze lokalne gruszki lub jabłka zamiast papai lub mango.